10 000 KROKÓW DZIENNIE WIŚLANĄ TRASĄ ROWEROWĄ


Minęło już 10 tygodni odkąd podjęłam wyzwanie robienia 10 000 kroków dziennie. To jedna z tych decyzji, które początkowo wydają się niewielką zmianą, a z czasem okazują się początkiem pięknej rutyny. 
Na trasę wybrałam fragment Wiślanej Trasy Rowerowej przebiegający przez Gromiec (więcej o niej poczytanie tutaj: klik). Odcinek ma 3,5 kilometra w jedną stronę, więc przejście tam i z powrotem daje równe 7 kilometrów. To idealny dystans – wystarczający by dotlenić organizm i spokojnie zebrać większość kroków potrzebnych do realizacji celu.
Najpiękniejsze w tym wyzwaniu jest jednak coś więcej niż liczby. Spaceruję o różnych porach dnia – rano, gdy świat dopiero budzi się do życia, po południu, gdy słońce ogrzewa pola i wieczorem, kiedy wszystko zwalnia, a niebo nabiera ciepłych kolorów. Ta sama trasa każdego dnia wygląda inaczej.
Z każdym tygodniem coraz mocniej zauważam, jak zmienia się przyroda. To, co jeszcze niedawno było szare i uśpione, dziś tętni zielenią. Pojawiają się nowe liście, kwiaty, śpiew ptaków i coraz dłuższe dni. Patrzenie na te małe przemiany daje ogromną satysfakcję i przypomina, że natura nigdy nie stoi w miejscu.
To wyzwanie nauczyło mnie też systematyczności. Nawet kiedy pogoda nie zachęca albo dzień jest intensywny, wiem, że warto wyjść choć na chwilę. Najczęściej właśnie te spacery „na siłę” okazują się najlepsze – oczyszczają głowę, poprawiają humor i dodają energii.
W tym wpisie chcę również zatrzymać wspomnienia z kolejnych miesięcy, dlatego będę dodawać tutaj zdjęcia z mojej trasy. Dzięki temu za jakiś czas zobaczę nie tylko przebyty dystans, ale też całą drogę zmian – zarówno tych w naturze, jak i we mnie samej.
Relacje tydzień po tygodniu zamieszczam na moim instagramie: klik.

MARZEC 2026
Marzec przywitał mnie chłodnymi porankami, gęstą jak mleko mgłą, przymrozkami i zimnym, przeszywającym wiatrem, który nieraz wystawiał moją motywację na próbę. Mimo tego codzienne spacery miały swój wyjątkowy urok – powietrze było rześkie, a trasa wciąż budziła się po zimie. Z dnia na dzień pojawiało się coraz więcej oznak wiosny: pierwsze pąki na drzewach, delikatna zieleń traw i coraz głośniejszy śpiew ptaków. Marzec pokazał mi, że nawet po najchłodniejszych dniach zawsze przychodzi nowy początek.














KWIECIEŃ 2026

Kwiecień zachwycał mnie na każdym kroku. Na łąkach i polach pojawiły się bociany, nad ścieżkami zaczęły fruwać pierwsze motyle, a przy drodze zakwitły żółte pierwiosnki. Poranne spacery nagradzały mnie pięknymi wschodami słońca, które malowały niebo ciepłymi kolorami. Z każdym dniem przyroda nabierała życia – na drzewach pojawiały się pąki, a chwilę później także pierwsze kwiaty. 




















MAJ 2026
Uwielbiam maj. Za soczystą zieleń, za radosny śpiew ptaków, za pierwsze złocienie, rosę na pajęczynach, zapach kwiatów bzu czarnego, rechoczące żaby. 
















ETON MESS

Ten tradycyjny angielski deser (serwowany w Eton College podczas corocznego meczu krykieta z uczniami Harrow School) sprawił, że moje kubki smakowe oszalały z radości. Przygotowuje się go błyskawicznie (zwłaszcza, gdy korzystamy z gotowych ciastek) z trzech składników: delikatnie ubitej kremówki, soczystych truskawek i pokruszonych bezików. Deser wart grzechu!

ETON MESS

Składniki (2 porcje):
  • 250ml śmietany 30%
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1/2 szklanki pokruszonych bezików 
  • 1 szklanka soczystych truskawek
  • 1 łyżeczka cukru kryształu
Śmietanę ubijamy z cukrem pudrem do lekkiego zgęstnienia (nie na sztywno). Mieszamy ją z pokruszonymi bezami. Truskawki myjemy, osuszamy, oczyszczamy z szypułek i kroimy na ćwiartki. Dodajemy do nich łyżeczkę cukru i lekko rozgniatamy je widelcem, by puściły sok. 
Do dużych szklanek nakładamy naprzemiennie krem śmietankowo-bezowy i owoce. Całość dekorujemy pokruszonymi bezami i całymi owocami.